Kiedy z mostka

nadeszło potwierdzenie przyjęcia rozkazów, Thrawn ponownie zwrócił się do Pellaeona: - Myślę, że to wszystko nie jest dla pana całkiem jasne. Przypuszczam, że nigdy nie słyszał pan o planecie Myrkr? Kapitan potrząsnął przecząco głową. Bezskutecznie starał się wyczytać cokolwiek z twarzy admirała. - A powinienem? - Chyba nie. To planeta przemytników, włóczęgów i wszystkich innych mętów z całej galaktyki. Thrawn przerwał i podniósł do ust stojący na biurku kufel. Pociągnął starannie odmierzony łyk napoju - sądząc po zapachu, było to mocne, forwijskie piwo. Kapitan z trudem powstrzymał się, żeby nie zadać admirałowi jakiegoś pytania. Jeśli Thrawn zamierzał mu coś wyjaśnić, to i tak zrobi to w wybrany przez siebie sposób i w chwili, którą sam uzna za odpowiednią. - Na pierwszą wzmiankę o niej natknąłem się przez przypadek jakieś siedem lat temu - ciągnął admirał, odstawiwszy kufel.

Menu